Beti ogarnia nauczanie zdalne #01

Są takie dni kiedy wszystko idzie po mojej myśli.
Budzę się przed wszystkimi (chociaż 20 minut) i rozpoczynam dzień w swoim tempie. Zdążę wziąć prysznic albo odsłonić okna by wpuścić majowe promienie słoneczne.. zdążę przygotować wszystko do śniadania dziecka, które zaczyna lekcje jako pierwsze... zdążę zjeść w spokoju śniadanie z mężem zanim obudzi się reszta. 
Wtedy mój umysł jest na tyle obudzony by potem ogarnąć nauczanie zdalne.
I zdalne to w moim przypadku literalnie oznacza zdalne.
Np ja robię śniadanie dla najmłodszego w kuchni podczas gdy z telefonu wrzucam obraz na tv z filmikiem, który przysłała Pani z przedszkola.. podaję śniadanie najmłodszemu - starsza woła (Mamo! Bo tu mnie chyba rozłączyło/wyskoczyło/nie wiem o co chodzi...) Lecę!
Najmłodszy kończy śniadanie - ja przygotowuję już następne stanowisko do nauki online średniemu - tak żeby nie przeszkadzał, tak żeby miał może słuchawki (a nie, słuchawek ostatnio nie chciał), acha... jeszcze poduszki bo ostatnio mu było niewygodnie... acha... i odpowiednie zakładki otworzę... lekcja za 10 minut...
AAAaaaa.... najmłodszy ubrudził się owsianką... lecę!
Ogarniam bałagan, starszego trzeba wydelegować już na przygotowane stanowisko pracy - idź! ale nie baw się komputerem...
Może jednak z nim zacznę... 
Wracam do salonu - może do tego filmiku z przedszkola (aaaa... już się odtworzyły następne sugerowane z YT) przeczytam coś z poleceń od Pani... aaaa... lecę do syna bo coś nie działa...
Najstarsza skończyła - czegoś nie rozumie...

Ajjj... to dopiero pierwsza część dnia... przy odpowiedniej podaży kawy i posiłków jakoś dobrnęłam do wieczora bez wychodzenia z domu i lizania poręczy :)

Także ten... to był jeden z tych lepszych dni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo Ci dziękuję za wypowiedź :)